Robię to z wahaniem, bo wszystkie te listy, wyjęte z kontekstu tamtego języka i nastrojów, nie dotykające spraw najważniejszych, których w korespondencji nie można było poruszać - wszystkie czyta się dziś nie tak, jak je zamierzył autor i jak je odbierał ówczesny adresat. Doprawdy wydaje się, że sumienność historyczna nakazywałaby czasem przemilczeć dokument, który - z konieczności wadliwie odczytany - więcej nieraz zamaże, niż wyjaśni. Ale nie trzeba ulegać pokusie przemilczeń: w sprawach ważnych i mniej ważnych lepsze częściowe niezrozumienie niż totalna ignorancja. Inio pisał ołówkiem tak: ?Nie wiem, czy co i ile wiesz o mnie. Jeżeli nic to lepiej. Nie będę długo pisał, bo naprawdę nie mam o czym - a zresztą kilka tomów też by było za mało. Przeczytaj pierwsze 24 wiersze pieśni I-ej i od 48-52 wiersza pieśni I-ej i jeżeli Ci się nie znudzi to od 473-ego do 501-ego wiersza rapsodu I-ego pieśni II-ej (Król-Duch). Jeżeli przeczytasz b. uważnie to może się wczujesz w moje 100 godzin." Spotkaliśmy się pod Warszawą u naszych wspólnych przyjaciół. Pamiętam wieczór, kiedy Inio wszystko nam opowiedział, spokojnie i po prostu. Nie tylko dlatego, żeby trochę bodaj rozładować ciężar strasznych przeżyć, ale i dlatego, że uważał za swój obowiązek zdanie sprawy z tych wydarzeń i z opieki bożej, którą tak wyraźnie uczuł nad Andrzejem i nad sobą. Myślałem wtedy, jak organicznie wstrętne musiały stać się małostki i udawania dla człowieka, który zawsze był gorący albo zimny - nigdy letni - a teraz przeżył te straszne rzeczy, oddzielony od wieczności tylko cienkim drewnianym przepierzeniem. | |
|