A jednak trudno opędzić się myśli, że Stanisławski był osamotniony w swojej świadomości malarskiej. Brak mu było środowiska, brak ciągłości. W tradycji Szkoły nie znajdował dla siebie punktów zaczepienia. Zresztą czasy Stanisławskiego oplatała już secesja: Kraków zapisze się w niej płomiennymi głoskami. Ale problematyka secesji jest całkiem innego rzędu niż ta świadomość, którą Francja rozwinęła od Delacroix do Cézanne'a. W Warszawie gromadzi się wówczas materiał najdrugie, monumentalne wydanie Sztuki i krytyki u nas. Ale naturalistyczna kampania Witkiewicza to także inna problematyka, inny składnik historii. W tym krótkim, ośmioletnim okresie między śmiercią Matejki a nastaniem w Akademii Wyspiańskiego ominęliśmy etap, którego ominąć się nie da. W dziejach malarstwa współczesnego nie ma prawie osiągnięć i możliwości osiągnięć, jeśli się przez ten etap bodaj myślowo nie przejdzie - zarówno w artystycznej filogenezie, jak i w ontogenezie. Przejść przezeń trzeba choćby dlatego, by naprawdę wiedzieć, co się na późniejszym etapie odrzuca, liipoteza o szansie, straconej wraz ze śmiercią Rodakowskiego, jest niesprawdzalna i krucha: potraktujmy ją tylko jako wskaźnik, jako symbol faktu, że w dziejach naszej sztuki zabrakło w tamtym momencie niezmiernie ważnego ogniwa. | |
|